Ita sprzątała bardzo długo. Z tego powodu sprzątanie wypadło lepiej niż wczoraj, ale mieszkanie stało się jakoś smutniejsze. Słońce z sąsiedniego dachu ledwo dotykało szyb. Pokój tonął w półmroku. Wyglądał nieświątecznie, tak jak wieczorem powszedniego, zimowego dnia. Ja z ojcem udałem się do beit hamidraszu36. Dzisiaj modlitwa miała być więcej śpiewana niż odmawiana. Był taki zwyczaj, że w ostatnich świątecznych dniach zmieniali się kantorzy.

Kantor z synagogi razem ze swoimi młodymi chórzystami przyszedł do naszego beit hamidraszu, a nasz baal-tefila37, Mojsze, właściciel garkuchni, udał się do synagogi, żeby tam wyśpiewać swoje wojskowe marsze i oberki.

W synagodze było przestronnie i chłodno. Pięknie wyrzeźbione na wschodniej ścianie synagogi bębenki i trąbki, które zawsze sprawiają wrażenie, że wtórują śpiewowi kantora, dzisiaj leżały nieme jak owce przed deszczem.

Tymczasem w naszym beit hamidraszu nie było gdzie szpilki wetknąć. Połowa ludzi modlących się zwykle w synagodze, całe tłumy modlących się w bóżnicach przyszły do nas, do naszego domu modlitwy, żeby posłuchać kantora i jego chórzystów.

Kantor, stary litwak, odprawiał nabożeństwo poranne i dodatkowe tak wspaniale, że smak jego śpiewu leżał w podniebieniach ludzi aż do lata. Modlitwa, choć trwała aż do popołudnia, nie nużyła. Chór wtórował raz głośno, to znów mrucząc kantorowi. Od czasu do czasu kantor pomagał sobie ruchem palca albo przytupywaniem nogą.

Kiedyśmy wrócili po modlitwie do domu, panowało jeszcze milczenie. Mieszkanie było uprzątnięte, czyste, ale zimne i obce. Przy obiedzie talerze głośno dzwoniły. Pesachowe noże i łyżki na stole wyglądały szaro, powszednio, całkiem nieświątecznie.

Ojciec opowiadał o cudownym śpiewie kantora, ale nikt go nie słuchał.

— Co się dzieje w domu? — ojciec mierzy wzrokiem siedzących przy stole. Jest wyraźnie zdziwiony. Jest święto. Dzięki Bogu nie brakuje na stole niczego. Dlaczego więc wszyscy mają smutne miny? Ita nie siedzi przy stole. Podaje szybko talerze i jeszcze szybciej znika w kuchni.

— Co się dzieje z Itą? — pyta ojciec. — Dlaczego nie siada do stołu?

— Zaraz zasiądę — odpowiada Ita. — Jeszcze mam sporo roboty w kuchni.