Ity tymczasem w domu już nie było. Ojciec obudził się i czekał na mnie.
— Gdzieś był? — zapytał mnie, kiedy stanąłem na progu.
— W starym parku.
— Dlaczegóż to w starym parku?
— Grałem w orzechy.
— W orzechy? Taki chłopak jak ty w orzechy się bawi?
— Ja mu kazałam pójść — oświadczyła w mojej obronie mama.
— Pójść do starego parku? Do tych łobuzów?
— Nie było tam łobuzów — spróbowałem wtrącić słówko.
— Wystarczy, że tam byłeś.