Twarz zaczęła mi znowu płonąć. Ojciec nigdy do mnie tak nie przemawiał. Za co mi się to należy? Za co?
— Posłuchaj mnie i nie zabieraj dzisiaj Mendla do ciotki Noemi.
— Dlaczego?
— Nie widzisz, w jakim ubraniu chodzi?
— Trudno, łachmanów przecież nie nosi.
Sam też nie chciałbym dzisiaj iść do ciotki Noemi. Dzisiaj jestem jakiś inny niż zwykle. Czuję w sobie jakieś okropne lenistwo.
Prawda, jeśli dzisiaj nie pójdziemy do ciotki Noemi, to trzeba będzie poczekać z następną wizytą aż do święta Szałasów, czyli pół roku. Niemniej, z przyjemnością zrezygnowałbym teraz z tych odwiedzin. Nie chciałbym bowiem pokazywać się w domu ciotki z twarzą płonącą ze wstydu.
Ojciec jednak się uparł:
— Co znaczy, nie pójdzie? A co na to powie Noemi?
— Idź sam.