— Nie, sam nie pójdę.
Skończyło się na tym, że poszliśmy. Ja i mój tato.
Kiedy twarz nie płonie ze wstydu i na sercu nie leży kamień, dobrze jest nawet odwiedzać ciotkę Noemi. Jest inna niż wszystkie moje pozostałe ciotki. Inaczej też pędzi swój żywot. Mieszka w dwupiętrowej kamienicy z szerokimi, żelaznymi schodami. W tej kamienicy mieszka też doktor Przyłęcki, gojski nauczyciel. Kiedy chodzi się po tych schodach, odgłos kroków w zimnej i ciemnej pustelni korytarzy odbija się echem.
Drzwi do mieszkania cioci Noemi są wysokie, brązowe, z mosiężną klamką. Z powodu tej mosiężnej klamki moja mama nie lubiła siostry ojca i nigdy nie chodziła do niej w gości.
— Też kiedyś miałam mosiężne klamki — nieustannie przypominała mama — czy pyszniłam się z tego powodu?
Nie wiem, czy w drzwiach z mosiężnymi klamkami u mamy też trzeba było naciskać na guzik, zanim się wchodziło. Tu, u cioci Noemi, trzeba trochę poczekać przed szerokimi drzwiami. Tu najpierw pytają „kto tam”, a potem dopiero wpuszczają do środka.
Ojciec w drodze do ciotki zawsze nuci sobie melodyjkę, która przy każdej następnej wizycie przybiera inną tonację. Przed drzwiami tato zwykle na chwilę przystaje. Lubi wysmarkać nos, wykaszleć się i dopiero potem naciska guzik. Kiedy otwierają się drzwi, zamaszystym krokiem wkracza do pokoju, jakby chciał powiedzieć:
— Bogaczem wprawdzie nie jestem, ale bratem rodzonym z całą pewnością, czyli jestem takim samym „arystokratą”, jak i moja siostra.
W istocie jest takim samym „arystokratą” jak ciotka Noemi. Oboje w Nowym Młynku biegali boso i goło i musieli się zadowolić kawałkiem starego razowego chleba. Oboje wbijali wzrok w dalekie rozgrzane pola. Oboje kąpali się w tej samej rzece. Jest jedna mała różnica. Ojciec mieszka w jednym pokoju z kuchnią, a ciotka Noemi w wielu pokojach. Mój ojciec daje mamie na szabas sto miedzianych dwugroszaków, zaś ciotka Noemi wydaje na szabas trzy, a nawet cztery ruble.
Ciotka Noemi jest kobietą wysoką, brunetką z czarnymi, ostro zarysowanymi brwiami jak u wielce uczonego Żyda.