No cóż, nie jest to nowina na skalę światową. Żydzi więc zdejmują chłopców ze stołów i parapetów okiennych. Ktoś ze wschodniej ściany bóżnicy naciąga tałes na głowę i mruczy pod nosem do modlitewnika:

— Ważna mi nowina... też mi wiadomość...

Ale jakby nie było, wuj Ben-Cijon coś tam jednak powiedział. Żydzi wysłuchali go, a biedne matki, wdowy i aguny42 będą już wiedziały, kiedy zapisać swoje dzieci do Talmud Tory.

Teraz, w ostatnim dniu święta Pesach, przebywam w dużych wysokich pokojach wuja Ben-Cijona. Ciocia Noemi siedzi obok mego ojca. Wie, że jej brat niedosłyszy trochę. Wuj Ben-Cijon jednak nie wie o tym albo nie chce wiedzieć. Siedzi w sporej odległości od ojca. Wpakował swoje tłuste cielsko w miękki fotel. Zwisające z fotela nóżki wuja wyglądają jak klocki. Na głowie ma ośmiokątną jarmułkę, łuska orzechy, moczy je w szklance miodu i obierając pomarańczę, patrzy na mnie. Co takiego wuj Ben-Cijon we mnie zobaczył? Dlaczego oblizuje wargi po każdej pestce z miodem? Dlaczego kręci nosem?

W końcu doszedłem, dlaczego wuj kręci nosem. Na dzisiejsze święto ojciec nie sprawił mi niczego nowego. Przyszedłem w starej kapocie. Miała rację mama, kiedy mówiła, że nie można przychodzić do domu wuja w święto Pesach, mając na sobie stare zużyte ubranie. Wstydzę się przed wujem, przed ciotką, przed pięknym bogatym wnętrzem ich domu. Przede wszystkim jednak odczuwam wstyd przed Mendlem.

Oni również mają Mendla. Obaj nosimy imię po tym samym dziadku. Ale ich Mendel jest starszy, dorodniejszy i przystojniejszy. Podobny jest do ciotki Noemi. Ma takie same jak ona usta. Kiedy mówi, krzywi się jak ona. Wydaje mi się, że to u niego taka maniera, taki znak. Zaznacza w ten sposób swoją wyższość nad innymi. I ma ku temu powody. Nosi zawsze białą koszulę z krawatem. Spodnie ma długie, przykrywające kamasze. Nie uczy się w chederze, tylko w szkole. Może swobodnie krążyć po przestronnych, wysokich i szerokich pokojach. Może w każdej chwili zażądać ptasiego mleka. Nie ma siostry, nie ma brata. Jest jedynakiem.

To jeszcze nie wszystko. W mieście jest wielu takich Mendlów z bogatych domów, ale żaden z nich nie posiada takiego pięknego głosu jak on. W mieście mówi się, że Mendel, syn Ben-Cijona wyrasta na geniusza, którego sława ogarnie kiedyś cały świat. Całe miasto powtarza, że Mendel wspaniale czyta i pisze, że zna całe rozdziały Starego Testamentu na pamięć. Jak więc nie mam czuć się małym wobec takiego Mendla, na którego koncert właśnie pędzą z beit hamidraszu do synagogi starzy Żydzi?

Ja też tam pędzę. Mendel pomaga staremu litwakowi43. To Mendel jest pierwszy wśród chórzystów. Jego chłopięcy głosik wypełnia wnętrze synagogi aż po błękitny sufit i odbija się echem, jakby od nieba. Odnosi się wrażenie, że na wschodniej ścianie synagogi klarnety, trąbki i skrzypce przyłączyły się do jego śpiewu.

Teraz jestem gościem w domu jego rodziców. Mendel patrzy na mnie jak na obcego. Zna mnie dobrze. Przychodzę tu dwa razy w roku. Mimo to wygląda na to, że mnie nie poznaje. Wykrzywia swoje małe usta i nie odzywa się do mnie słowem. Ja bym się do niego odezwał, ale jak mogę do niego mówić, kiedy on mnie nie poznaje? Ciotka Noemi prosi go:

— Mendelku, zaśpiewaj coś dla wuja Lejzora.