Zapytano o to sąsiada. Sąsiad zapytał drugiego sąsiada. Zakotłowało się. Szły gadki. Od domu do domu. Między mężem a żoną. Między gojem i Żydem.

Matka przybiegła od ciotki Miriam zasapana. Już na progu zawołała:

— Lejzorze, słyszałeś?

Ale ojca jeszcze w domu nie było. Akurat dzisiaj spóźnił się. Pobiegła więc do sąsiadów. Szukała człowieka, który by potwierdził tę wiadomość. Okazało się, że wszyscy słyszeli, ale nikt przy kupnie nie był obecny.

Mama chciała wybiec na szosę, wpaść do chaty z glinianą podłogą, gdzie mieszka Mordechaj-Mendel. Już była gotowa to uczynić, ale w ostatniej chwili powstrzymała się:

— Nie! — nie ona do Mordechaja-Mendela, ale on do niej powinien był przyjść i jej pierwszej przynieść nowinę.

Później zjawił się tato. On również wszedł do domu nie tak jak zwykle. Broda obsypana kurzem od siana. Czapka zsunięta na bok. Twarz z wyrazem zmieszania. Jakby Weisówkę kupił nie Mordechaj-Mendel, tylko on sam.

— Słyszałeś, Lejzorze?

— Czy to prawda?

— Co znaczy, czy to prawda? Całe miasto mówi o tym!