Wuj Ben-Cijon kosztem wszystkich rozgościł się wygodnie w bryczce.
— Rozkosz — powiedział — przebywać w takim otoczeniu. Gdyby Bóg mi dopomógł, to bym w diabły cisnął pisarstwo w gminie i...
Nie dokończył zdania. W słowa wpadła mu ciotka Noemi.
— Ben-Cijonie! Ben-Cijonie!
Zdaje się, że wiedział, co żona chce mu powiedzieć, bo nagle westchnął i oświadczył, że przekonał się, iż Mordechaj-Mendel wyszedł na ludzi.
— No co, Lejzorze — zagadnęła mego ojca. — Jeśli Mordechaj-Mendel doszedł do takiego majątku bez grosza w kieszeni, to chyba dokonał wielkiej rzeczy?
— Tak, rzecz to niemała — odpowiada ojciec. — Ale sam się nią nie zachwycam.
— Co znaczy nie zachwycasz się? Byłeś czy nie byłeś w Weisówce?
— Byłem.
— Widziałeś?