— Co?
— Myślę, że powinieneś żyrować.
— Co mogę?
— Podżyrować weksle Mordechajowi-Mendlowi. Nie widzę w tym nic złego.
Jeden but nie chciał schodzić z nogi. Tato zaciął wargi, głęboko nad butem się pochylił i przez wargi dotykające szpica buta wycedził:
— Frumet, bardzo cię proszę, żebyś z siebie durnia nie robiła.
— Przecież to twój szwagier!
— A jeśli to mój szwagier, to co z tego? Przecież jest dziedzicem! Czego taki dziedzic ode mnie chce?
— Trzeba go ratować!
— To ratuj go ty! Nikt ci nie przeszkadza!