— Witaj Jarme! Dzisiaj jakoś późno przyjechałeś. Dlaczego?

— Kto powiada, że późno?

— Tak mi się wydaje. Później niż w zeszłym tygodniu.

— To ci się tylko tak wydaje. Nie jest później.

Pomaga mu wyjąć z omnibusu wałówkę, którą zabrał na drogę z Warszawy. Trochę fig i daktyli. Pęta suchej kiełbasy ze spleśniałą skórką. Włazi do omnibusu całym swoim tęgim ciałem. Czysta, ciepła, wykąpana. Jarme zapomniał o tym, że jest głodny. Kiedy nadchodzi pora błogosławieństwa świec, Jarme nie zdążył się jeszcze umyć. Przystępuje bliżej do żony, uśmiecha się i powiada:

— Jak się masz, Golde?

— Dzięki za troskę. A ty jak się masz?

— Nieźle.

— Miałeś dobrą jazdę?

— Niezłą. Ale kobyłę oby szlag trafił.