— Frumet! Frumet!
To, że Frumet nie otworzyła, zabolało go, ale dziwne mu się to nie wydało. Wiele razy zdarzało mu się nie zastać żony w domu i wiele razy musiał długo i na próżno pukać.
Dzisiaj jednak, kiedy nie ustawał w pukaniu, otworzyły się drzwi sąsiedniego mieszkania. Głowa starej kobiety wychyliła się z mieszkania:
— To pan, panie kupiec?
— Może pani Marcinowa wie, gdzie podziała się moja żona?
— Wyprowadziła się.
— Co?
— Dziś rano wyprowadziła się.
— A niech to licho weźmie!
— Przeprowadziła się do mieszkania, aż za więzieniem.