Szerman też siedzi w więzieniu. Ma ten Szerman rudą brodę. No i pół brody ostrzyżono mu w celi. Ogolono mu też pół głowy i jeden wąs.

Obu zbójów ześlą latem na Sybir, na katorgę.

Strażnik wie, że tam na Syberii przykują ich łańcuchem do taczek, a nawet po śmierci pochowają razem z taczkami.

Strażnik opowiada, że Szczepko ma żonę i dwoje dzieci. Dzieci — powiada dalej — mają niebieskie oczy i lniane włosy. Kiedy żona z dziećmi przychodzi go odwiedzić w więzieniu, płacze gorzkimi łzami.

Mógłbym bez przerwy słuchać opowieści strażnika. Opowiada bowiem w sposób zaciekawiający, prosty i zrozumiały. Moja mama też potrafi ładnie opowiadać, ale daleko jej do strażnika.

Poza tym wszystkim w jego mieszkaniu jest cieplej niż u nas. Bardziej swojsko i przytulnie. Na oknach stoją wazony z kwiatami. Na ścianie nad łóżkiem wisi ciemny obraz Matki Boskiej.

Oto siedzi żona starego strażnika. Wysoka blondynka z uplecionymi wokół głowy warkoczami. Zawsze wygląda tak, jakby dopiero co wyszła z kąpieli. Pachnie mydłem i czystą wyprasowaną bielizną.

Jest Rosjanką. Pochodzi z dalekich stron tego wielkiego kraju. W Polsce mieszka już od wielu lat. Nauczyła się dobrze języka polskiego, ale zaciąga54.

Ona również ma sporo do opowiadania. Często opowiada o rodzinnym domu, rodzinnej wsi położonej gdzieś nad Donem. Rzeka — powiada — jest tak niebieska. Bardziej niebieska niż błękit. Jest tam, opowiada, cerkiew z okrągłym dachem i złotymi krzyżami. Cerkiew też jest niebieska. Jest tam pop, młodzieniec z czarną brodą. I ten pop chciał ją pojąć za żonę. Byłaby dzisiaj popadią. Rezydowałaby na plebanii i wszyscy oddawaliby jej cześć. Ale nie chciała wyjść za niego. Ona wolała wyjść za tego Polaka, obecnego starszego strażnika, który wówczas odbywał służbę wojskową w jej okolicy. On jej bardziej przypadł do serca i dlatego jego wybrała.

Żydzi — opowiada — w jej stronach też są, ale jacyś inni: nie noszą długich kapot, ani pejsów i nie mówią po żydowsku.