— Jak nie mam się skarżyć? — mówiła mama — kiedy po takich „pokojach”, jakie miałam u pierwszego męża, mam zamieszkać w ciemnej izbie z glinianą podłogą...

Ciotka Miriam współczuła mamie. Serce ją bolało. Zresztą kto tylko o tym słyszał, współczuł młodej, pięknej Frumet.

Ale klamka zapadła. Co tu żale i współczucia mogą pomóc.

Trzeba coś zrobić, żeby związek się utrzymał. Ciotka Miriam, Rejzełe, córka Itszy Biksa, i ciotka Noemi, siostra ojca zaczęły przekonywać mamę, że szczęście człowieka zależy tylko od Boga. Nie można teraz widzieć, co będzie później. Może być tak, że dzięki mamie ojciec wydźwignie się z biedy i będzie w stanie kupić jej mieszkanie z „pokojami” i mosiężnymi klamkami na drzwiach.

Co mama, przyzwyczajona do takich wygód, mogła zrobić?

Wypłakała się, po czym pogodziła się z Lejzorem, ale w Nowym Młynku za nic nie chciała zamieszkać.

— Niech się przeniesie do miasta — oświadczyła. Ma być nędzarzem, to będzie nim w mieście, a nie na wsi.

W ten sposób ojciec pożegnał się z glinianymi garnkami, łąkami, lasem i pojechał do miasta.

Razem, rzecz jasna, ze swoimi czterema czarnowłosymi córkami.

Takie cztery ciemnowłose dorosłe dziewczyny nie mogą przecież zawsze być na utrzymaniu ojca. Trzeba pomyśleć o ich przyszłości.