Oczy Tojby, duże, otwarte, jakby się wszystkim dziwowały. W dzień były niebieskie, a w nocy przybierały kolor czarny. Włosy miała czarne, kędzierzawe. W słoneczne dni zamieniały się w granat.
Kiedy Tojba szła, drżały szyby w oknach, a podłoga pod jej nogami trzeszczała. I chociaż służąc w bogatym domu myła naczynia, skrobała marchew, obierała kartofle, ręce jej były wąskie, delikatne, a palce długie i czyste.
W sobotę po obiedzie przychodziła do nas w gości.
Chętnie słuchała relacji mamy z jej pobytu w Warszawie. Lubiła wspominać syna mamy, Mojsze, który w młodym wieku zszedł z tego świata. Wysłuchiwała do końca historii o mosiężnych klamkach i „pokojach”, które kiedyś mama posiadała. Była Tojba wytrwała, cierpliwa i wszystko z uśmiechem przyjmowała.
Sama też miała wiele do opowiedzenia. O Nowym Młynku, gdzie się urodziła, o swojej matce, która mogła unieść dwa korce57 kartofli na plecach. Opowiadała o małym, wodnym młynie, w którym ojciec był kiedyś młynarzem. W tym młynie, mówiła, w nocy przebywały diabły. Sama nieraz słyszała, jak w środku nocy młyn zaczął się nagle sam obracać. Ojciec wybiegł z domu, żeby zobaczyć co się stało, ale niczego nie zauważył. Usłyszał tylko jakieś gwizdy i odgłos bieganiny. I pewnego razu, a było to podczas święta Szawuot58 — opowiadała Tojba — młyn zaczął tak się kręcić, że ojciec musiał obudzić starszego młynarza, który tam mieszkał razem z żoną i dzieckiem.
Zapalili lampę, starszy młynarz przeżegnał się, po czym weszli razem do środka. Jak tylko weszli, wybuchł harmider. Rozległ się nagle odgłos biegnących stóp. Ktoś kogoś gonił. Słowem bieganina i gonitwa. Starszy młynarz był chłopem na schwał. Zaczął ścigać uciekających. Tak długo gonił za nimi, aż dopadł parobka w towarzystwie swojej żony. Młoda była żona młynarza i piękna w dodatku. Po co przyszła w środku nocy do młyna, nie wiadomo. Mąż jednak zobaczywszy żonę, złapał ją za włosy i rzucił na ziemię. Następnie podniósł i rzucił na kamienie młyńskie. A kamienie się kręciły, spadająca woda obracała je, więc kobieta została wkręcona między kamienie. Trzaskały kości młynarzowej i krew tryskała z łamanego ciała. Cały młyn wraz z mąką zalany został krwią.
Młynarza zakuto w kajdany i zesłano na Sybir.
Ojciec nie chciał już po tym, co się stało, dalej pracować w młynie. Było to dawno, dawno temu. Tojba była jeszcze małym dzieckiem. Pamięta, że uciekła wtedy do lasu, gdzie spędziła cały dzień i całą noc. Matka szukała jej i znalazła zemdloną pod drzewem.
Kiedy Tojba jest w dobrym nastroju, potrafi opowiadać ciekawe rzeczy. Na przykład o owym lesie, w którym spędziła dzień i noc. O wilkach, które w zimowe noce zjawiały się na szosie i napadały na ludzi i konie. O skąpych chłopach, którzy przez całe życie procesowali się o kilka mórg ziemi. Zarżnął w końcu któryś z nich własną matkę i zginął w więzieniu.
Na podstawie lotu ptaków, ulatania dymu z kominów Tojba potrafiła określić pogodę na następny dzień.