— A dzisiaj? Już lepiej się czuje?

— Chwała Bogu, lepiej.

— Co jej było?

— Zapalenie płuc. Oby się to żadnemu Żydowi nie przytrafiło.

Na czole Tojby perli się pot. Widać, że jest zmęczona, gotowa w każdej chwili zemdleć. To już nie jest owa delikatna bladość, która zdobiła jej twarz przed kilkoma sobotami.

Dzisiaj nie ma ochoty opowiadać. Zdaje się, że jej oczy, które w dzień są niebieskie, a w nocy czarne, teraz nie mają żadnego koloru.

Patrzy ponad głową mamy na komodę, nad którą wisi zdjęcie córki mamy, Cypy, która zaręczyła się w Warszawie ze szczotkarzem.

— Czy Cypa pisze coś?

— Tak, pisze.

— Kiedy wesele?