— Wkrótce. Z całą pewnością.
— Narzeczony to szczotkarz?
— Tak, szczotkarz.
Mama cedzi powoli słowa odpowiedzi. Wydaje się, że kiedy mówi, ma zupełnie co innego w głowie. Dziwnie jakoś patrzy na Tojbę. Odnoszę wrażenie, że twarz Tojby pokryła się rumieńcem. To chyba od słońca, które właśnie zachodzi. Część nieba widziana przez okno płonie razem z twarzą Tojby.
Dzisiaj siedzi ona dłużej u nas w domu. Z sufitu spływają w dół strzępy cieni. W pokoju unosi się zapach śledzi i zestarzałej chały. Tato siedzi sam przy stole. Trzonkiem noża stuka w stół. Kiwa się na boki i nuci poobiednią sobotnią pieśń.
— Już pojawiły się gwiazdy?
Tojbe siada przy oknie i patrzy przez nie na niebo.
— Nie. Jeszcze nie.
— Możesz u nas dłużej zostać?
— Idę już. Właśnie wychodzę.