Mama odłożyła książkę i ze zdumieniem w oczach popatrzyła na Rejzel.

— Dobrej soboty, Rejzel.

— Jesteś sama? — zapytała Rejzel, nie odpowiedziawszy na pozdrowienie.

— Co znaczy sama?

W głosie mamy można było wyczuć niepokój.

Małe oczy Rejzel natychmiast skierowały się na mnie. Mrugnęła w stronę mamy. Patrzyłem ze zdumieniem na obie, nie rozumiałem mowy ich oczu.

— Mendel, wyjdź na chwilę! — zawołała mama.

— Dlaczego?

— Jak ci każę, to wyjdź.

Nie chciało mi się. Nie miałem najmniejszej ochoty.