— Sam widziałeś? Na własne oczy?

— Tak, na własne oczy.

— Powiadasz, że w śniegu?

— Tak. W śniegu.

— Jak to wyglądało?

Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć. W zasadzie nie chciałem mu opowiadać. Po co ma wiedzieć, jak to wyglądało. Czy to jego interes? Czego się wtrąca w sprawy naszej Tojby?

Obiecał mi, że jego ojciec zawiezie mnie omnibusem aż do karczmy. Ja wolałem jednak nie korzystać z proponowanej jazdy. Koniec więc z Tojbą. Nie ma Tojby. Jej imię wisi na ścianach naszego mieszkania. Tkwi w zmęczonych oczach ojca, w zaciśniętych ustach mamy i w mojej wybujałej wyobraźni. Ale o Tojbie nikt nie mówi. Ani ojciec, ani mama, ani Jankiel.

Rozdział XIX

W taki to sposób przeżyliśmy zimę. Noce stawały się krótsze. Poranki wstawały w czerwieni, lekko nagrzane. W bogatych domach otwierano już okna i zaczynano myć szyby. Zapachniało ciepłą wodą. Zaczęto wietrzyć pościel.

Nawet w chederze Szyme Josefa uczniowie wyczuli, że nadchodzi lato. Szyme Josef zaczął nam tłumaczyć Megilę Estery61. Dziesięciu synów Hamana dyndało już na szubienicy niczym śledzie. Świątobliwy Mordechaj przechadzał się jak dygnitarz po królewskim pałacu, wyświadczając Żydom dobro, a królowa Estera wszystkie noce przesypiała z królem Achaszweroszem.