Również mama przeciągała dzisiaj kobiecą modlitwę Boże Abrahama. Dodała do niej słowa pochwalne i zdaje się, że niektóre wersety powtórzyła kilka razy. Wszystko dzisiaj przedłużało się. Gwiazdy spóźniały się. Ojciec podczas odmawiania modlitwy na pożegnanie soboty nagle urwał w połowie wersetu. Mama nie mogła znaleźć chusty na głowę. Cud, że przyszedł Motl Sztroj, żeby rozliczyć się z ojcem z dochodu za siano. Mama wtedy pośpieszyła się i razem szczęśliwie wyruszyliśmy z domu.
Dom, w którym znajdowała się sala weselna Josla, gdzie odbywało się przedstawienie, stał przy ulicy między szerokim rynkiem a ulicą prowadząca do szpitala. Tędy szło się w piątek, przed zapaleniem świec, do rzeki kąpać się. Tędy również niesiono latem ofiary kąpieli, które utonęły.
Sala, gdzie będzie grane przedstawienie Sprzedanie Józefa jest przestronna, okrągła. Ściany pomalowane na czerwono. Długie okna oświetlają część rynku i duży fragment ulicy Szpitalnej. Przy wschodniej ścianie sali stał duży miękki fotel obciągnięty czerwonym pluszem, zatłuszczonym i wytartym od pośladków panien młodych. Stad prowadzono oblubieńców do stołu biesiadnego. Stąd bractwo rzeźników i garbarzy nosiło zwój Tory do synagogi. Tu kiedyś, w czasie niebezpiecznym dla Żydów, odbywała się narada rabinów. Tu Josl, syn Celele, klezmer63 z delikatną, czarną brodą, wygrywał na skrzypcach swoje melodie.
Teraz, z okazji święta Purim, Josl udostępnił salę dla wystawienia sztuki Sprzedanie Józefa.
Część rynku i pół ulicy Szpitalnej wypełniło się ludźmi. Na dachach leżało czarne niebo. Młodzi ludzie, wymachując w powietrzu laskami, straszyli przepychających się, że wyprują im trzewia. Dziewczyny z rozwichrzonymi włosami wyrywały się do tych młodzieńców. Żyd w kapocie z rozwianymi połami biegał dookoła i krzyczał:
— Kto nie posiada biletu, niech idzie kibini matieri. Bez biletu nie wpuścimy.
Powstał tumult. Rozległy się krzyki:
— A bez biletu nie łaska?
— Mojszele renegat, jemu mogę dać czarny bilet na cmentarz.
Ja z mamą staliśmy z boku. Mamie ani nie wypadało pchać się, ani nie miała na to dostatecznych sił. Ale kiedy Mojszele w kapocie z rozwichrzonymi połami przebiegł obok nas, mama go zatrzymała: