— Ojcze, ojcze spełniam twe żądanie, biegnę do braci, by ich sprawdzić.

Przekręca praojciec Jakub knot w lampie i Józef biegnie do braci. I oto wokół grobu matki Racheli robi się ciemno.

Nie wiadomo, czy gra dobiega już końca, czy coś innego. Tłum zaczyna się więc znowu przepychać. Znowu rozlegają się zaczepne pytania:

— Gdzie się podział sprawiedliwy Józef?

— Dlaczego się spóźnia?

— Takiego warto posłać po anioła śmierci.

Nie trwa to długo, bo oto znowu zjawiają się bracia Józefa. Chodzą stawiając przed sobą kije. Są pełni animuszu. Sprawiedliwy Józef wygląda na słabego i przestraszonego. Nie jest to bez przyczyny. Oto bowiem jeden z jego braci ukazuje gniewną twarz i powiada:

— Bracie Józefie, bracie Józefie, jakie masz życzenie i jaka jest twa wola? Po co nasz ojciec przysłał cię do nas?

Siada Józef na pluszowym podnóżku, na którym panny młode opierają zwykle ślubne białe pantofelki i rozkołysawszy się jak chłopak czytający Gemarę68, odpowiada:

— Bracia, bracia, posłuchajcie, co wam powiem: Śniło mi się, tylko proszę, nie bijcie mnie, jak razem pracowaliśmy w polu. Snopki zboża ułożyliśmy. Nastał wieczór, czas powrotu. Nagle mój snopek wstał. Wtedy Bóg powiada do mnie: „Wywyższony jesteś, synu mój”. Wtedy wasze snopki, bracia, memu pokłoniły się snopkowi.