— Odważyłaś się przyjść do mego domu? Precz stąd!

W tej chwili mama wskoczyła między podniesione pięści ojca, a stojącą w drzwiach Tojbę.

— Lejzorze — krzyknęła — nie waż się dotknąć Tojby!

— Niech natychmiast wynosi się z mego domu!

— Lejzorze, nie pozwolę... To twoja córka!

— To suka, a nie córka! To wysoka Józka! Dosyć zmartwień mi przysporzyła.

Tojba pochylała się coraz bardziej ku ziemi, jakby ją ktoś do niej naginał. Drzwi same się jakby otworzyły i Gitele, stawiając drobne kroczki, powoli się przez nie przemknęła. Tojba wyszła za nią. Ojciec chciał zamknąć drzwi na klucz, ale mama zabiegła mu drogę i wyrwała klucz z ręki.

— Oddaj klucz! — zawołał, szczerząc białe zęby.

— Nie oddam!

— Natychmiast daj mi go!