Nawet w Pesach Tojba nie siedziała przy stole podczas sederu71. Sama jednak całe święto przygotowywała. Naharowała się jak Żydzi w Egipcie przy budowli piramid. Do stołu zaś podawała mama. Rytualny kielich wina do wypicia mama zanosiła jej do kuchni.

Przy wersecie z Hagady, Boże wylej swój gniew, który ojciec w tym roku wymówił, jakby wykrztuszając z płuc krew, mama, a nie Tojba, otworzyła drzwi.

Tojba wpatrywała się w otwarte, ciemne drzwi szeroko rozwartymi oczami. Zdaje mi się, że dopiero teraz odzyskały swój dawny, podwójny kolor niebiesko-zielony. Odnosiło się wrażenie, że spodziewa się, iż przez otwarte drzwi nadejdzie dla niej zbawienie.

Kiedy jednak drzwi znowu się zamknęły i zbawienie nie nadeszło, Tojba zaczęła płakać. Tato dalej czytał Hagadę. Gdybyśmy nie wiedzieli, że ojciec jest zbyt cichy z powodu głuchoty, to można by sądzić, że również jego dławią łzy.

Rozdział XXI

Po święcie Pesach biało-czerwone kwiecie na kasztanach przybrało kształt ramion świecznika. Zza płotów i wapnem pomalowanych parkanów zwisały białe i niebieskie gałązki bzu. Wyglądały jak żywe, kolorowe ptaki.

Nasze duże, rozjeżdżone podwórze z omnibusem bałaguły Jarme i z okiennicami w oknach, kąpało się w słońcu i zieleni. Z chederu wracaliśmy, kiedy dachy żarzyły się jeszcze czystym złotem. W powietrzu roiło się od brunatnych chrabąszczy, które pachniały miodem.

Latem mnie i Jankielowi przybyło wielu nowych kolegów. Byli to chłopcy z innych podwórek, o innych obcych imionach. Przychodzili do nas wieczorem, żeby posłuchać opowieści Jankiela.

Wcale nie wiedziałem, że Jankiel z piegowatą twarzą, którego macocha nazywała nie inaczej, tylko ganew, czyli złodziej, posiada tak bogatą skarbnicę opowieści. Nie na próżno powierzono mu rolę biblijnego Józefa.

A słuchali opowieści Jankiela nie tylko nowi koledzy i nie tylko Janinka, córka starszego strażnika, ale nawet moja siostra, Tojba, która sama już mogła mieć dziecko, przychodziła słuchać Jankiela.