Toteż zabraliśmy ją w przededniu święta Szawuot nad staw Zamłynie, żeby narwać tataraku. Janinka weszła do stawu w podkasanej spódnicy. Na jej brązowym ciele mieniły się złote jasne włoski. Jankiel do stawu nie wszedł, położył się na trawie i przyglądał się, jak zrywamy razem tatarak. Kiedy wyszliśmy z wody z dużymi naręczami tataraku, oczy Jankiela zaszły mgłą. Nie patrzył nam w twarz.

Janinka z podkasaną spódnicą promieniała uśmiechem. Nagle przestała się uśmiechać. Zdaje się, że jej oczy też zaszły mgłą.

Szybko opuściła spódnicę i zapytała Jankiela, czy się na nią gniewa. Jankiel nie odpowiedział jej. Twarz miał gniewną. Zdawało mi się, że znikają z niej piegi, a w ich miejsce tworzą się dziurki.

Wziął od nas naręcza tataraku i sam je zaniósł do domu. Po drodze nie odzywał się. Janinka miała do mnie pretensje, że kazałem jej zrywać tatarak bez Jankiela. Ja zaś wcale jej nie kazałem.

Zresztą Jankiel nie miał ochoty wchodzić do wody. Żałowałem, że poszedłem z nimi. Widocznie ja byłem przyczyną gniewu i milczenia Jankiela.

Kiedy jednak dotarliśmy do podwórza domu i poczuliśmy zapach wspaniałego maślanego ciasta, Jankiel doszedł do siebie. Natychmiast wyścieliliśmy podłogi i obwiesiliśmy ściany domu przyniesionym tatarakiem. Nie zapomnieliśmy też o mieszkaniu starego strażnika.

Żona bałaguły Jarme przyszła do nas, żeby pokazać, jak pieczywo się jej udało. Mama zaś pokazała swoje serniki żonie starego strażnika. Nie tylko pokazała, ale też poczęstowała i obiecała, że jak Bóg da, to jutro opowie jej wszystko o święcie Szawuot.

Mama lubiła opowiadać. Wiedziała, że robi to dobrze. Toteż następnego dnia wypełniła obietnicę. Miało się już ku wieczorowi. Powietrze było chłodnawe. Na niebie tu i ówdzie rysowały się czerwone obłoczki. Mama i rosyjska żona strażnika siedziały na progu naszego mieszkania. Mama opowiadała jej po polsku, kim była biblijna Rut i jej mąż Boaz. Mówiła, że Rut, która była gojką, powiedziała po śmierci męża do żydowskiej teściowej Noemi: „Twój Bóg jest moim Bogiem i twój naród jest moim narodem”.

Opowiedziała też o tym, jak Rut przyszła do Boaza na pole, żeby zbierać kłosy i o tym, jak potem pojawił się król Dawid, który umiał pięknie grać na harfie i śpiewać jak ptak.

Jankiel, który sam umiał opowiadać najpiękniejsze bajki, siedział teraz i przysłuchiwał się opowiadaniu mamy. Janinka oparła się o kolana mojej mamy i szeroko otwartymi niebieskimi oczami wpatrywała się w usta mamy, chłonąc każde jej słowo.