— Janinka przejdzie na judaizm.
— A co na to powie starszy strażnik?
— Czy on musi wiedzieć?
Nie wiem dlaczego, ale w tej chwili przypomniałem sobie smutną historię o oszuście Rudolfie, który w nocy wykradł z pałacu córkę księcia Karolinę. Wiedziałem, że rzemieślnicy prowadzą romanse z młodymi szwaczkami. W sobotę wieczorem spacerują pary miłosne na szosie. Słyszałem też piosenki o miłości. Ale jak właściwie miłość wygląda, nie mogłem sobie wyobrazić. Teraz kiedy Jankiel z takim zacięciem mówił o Janince, zrozumiałem, że między nimi kwitnie miłość. Co prawda nie widywałem ich w sobotnie wieczory na szosie, ale pewnego razu przyłapałem ich za parkanem w sadzie. Na mój widok zerwali się i uciekli. Jakiś pies również zerwał się i pognał za nimi. Drugi raz przyłapałem ich na tym, że Janinka trzymała w zębach ciastko, a Jankiel jadł jej z ust. Chyba to właśnie nazywa się miłością.
Z daleka nadchodziła Janinka. Na jej lniane włosy padało teraz słońce, które wychyliło się z sadu. Janinka zbliżyła się do nas, ale w pewnej chwili zatrzymała i zawróciła do domu.
Jankiel popatrzył na mnie z boku i zapytał:
— Nigdzie się nie wybierasz?
— Nie, a o co chodzi?
— O nic, tak sobie pytałem.
Ale po chwili ochrypłym głosem oświadczył: