— Ale do takiego grajdołka?
— Jaki tam latem grajdołek? A co tutaj masz? — i spojrzawszy na mnie, dodaje — patrz na niego. Jak on wygląda? Blady jak ściana! A czy ty lepiej wyglądasz?
— Ale ja nie chcę wyjeżdżać na wieś!
— Co znaczy, że nie chcesz? Czy wszystko zależy od własnego widzimisię? A z drugiej strony, co ty dokładasz do tego wyjazdu?
Mama zamilkła. Widać było, że rozsadza ją złość. Babcia zaś mówiła dalej. Wychwalała ojca. Jej mąż, czyli mój dziadek, nie zaharowywałby się tak jak mój ojciec, żeby ona mogła wyjechać na świeże powietrze. Przy pożegnaniu jeszcze raz ostrzegała mamę, żeby nie sprzeciwiała się temu pomysłowi.
Wieczorem, po przygotowaniu soboty, ojciec zapytał mamę:
— No i co, Frumet? Jak postanowiłaś?
— Jeszcze się zastanawiam. Nie pali się!
W niedzielę jeszcze nie było wiadomo, czy mama się zdecydowała. Przez cały dzień krzątała się przy pościeli. Zszywała, cerowała. Tojba stała nad balią i coś prała. Mama wyjęła z kredensu dwie zakurzone butelki z jagodowym sokiem.
— Jak myślisz — zapytała Tojby — mam je zabrać ze sobą?