— Sądzę, że na święta. Obyśmy tego dożyli.

— Czy przynajmniej dorobił się czegoś u Iwana72?

— Skąd mam wiedzieć?!

— Znam twego Lejbke — powiada Luzer zapalając papierosa — słyszałem, że dobry z niego rzemieślnik.

— Tak, dziś mógłby już być majstrem, gdyby nie służba u Iwana.

— Chyba zobaczę go, jak wróci?

— Chyba tak.

Ojciec odmawia błogosławieństwo po spożyciu posiłku. Muchy obsiadły opróżnione przez nas talerze. Chłop zdjął już ze łba konia worek z sieczką. Wokół karczmy rozłożył się ogromny cień. Pierwsza wstaje od stołu mama. Otwiera parasol i wychodzi z karczmy krokiem człowieka pewnego swej zamożności. Przez cały czas trwania rozmowy między długim Luzerem i moim ojcem, mama nie odzywała się ani słowem. Od czasu do czasu tylko krzywiła się. Widocznie ich rozmowa nie przypadła jej do gustu. Dopiero po tym, jak wszyscy wsiedli do wozu i Luzer z córką pożegnali się z nami, mama odezwała się:

— Czego się Luzer tak dopytywał o Lejbke?

— A ja wiem? — odpowiedział ojciec, wzruszając ramionami.