— Wiesz, co ci powiem Mendel? Sama nie wiem, jak mi ta noc minęła.
— Widzisz ciociu, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.
— Zgoda, ale co noc spać w stodole nie życzę nawet wrogom.
— Nie jest tak źle — odezwałem się.
— Dla niego wszystko dobre...
— Nie trzeba będzie co noc spać w stodole — odezwała się Tojba. — Przecież chłop dzisiaj jeszcze opróżni chałupę.
Chłop rzeczywiście dotrzymał słowa. Wyniósł swoje bety, garnki i miski. Zostawił tylko łóżka, stół, krzesła i święte obrazy na ścianach.
I stało się coś nieprawdopodobnego. Coś przeciwnego naturze. Na łóżko mamy spogląda ze ściany lampka oliwna, która w dzień i w nocy oświetlała ciemną, milczącą twarz Najświętszej Panny z Dzieciątkiem przy piersi. Nad drugim łóżkiem, w którym spałem z ojcem, wisiał drewniany krzyż otoczony czarnymi koralami.
Ten krzyż śnił mi się wiele razy. Zdawało mi się, że schodzi ze ściany i kładzie mi się na sercu. Uciska mnie. Tato miał zamiar powiedzieć chłopu, żeby zdjął obrazy ze ściany, ale mama go powstrzymała:
— Nie rób tego — na jej twarzy pojawił się strach. — Jeszcze tego brakowało!