Przeto z powodu Najświętszej Panny i krzyża ojciec zmuszony był nakładać tałes i tefilin na dworze. Dwaj mali jasnowłosi chłopcy podkradali się, by go podejrzeć i jeden drugiemu powiedział:

— Zobacz, Żyd się modli!

— A niech się modli — powiedziała ich matka. — Jeśli Żyd się modli, to znak, że można mu ufać. A wy wynoście się stąd!

Kiedy nikogo nie było w pobliżu, chłopcy zapytali mnie:

— A ty się modlisz?

— Oczywiście! Wszyscy Żydzi się modlą.

— A dlaczego ty nie nosisz cycełe, jak twój tato?

Powiedziałem im, że jak dorosnę i ożenię się, też włożę takie cycełe, to znaczy tałes. Chłopcy wybuchnęli wtedy śmiechem i od tej chwili wołali na mnie Cycełe. Mnie to nie bolało. Rozumiałem bowiem, że to niestety biedni młodzi szajgecy73, którzy nie mają pojęcia o tym, czym jest tałes, ale z drugiej strony byli to dobrzy chłopcy. Twarze mieli opalone, a w ich niebieskich oczach przebłyskiwał od czasu do czasu nieokreślony lęk. Przyjaciółmi zostaliśmy już następnego dnia. Byłem także zadowolony, że o moim ojcu nie mówili tu „Luzer, handlarz siana”, ale pan kupiec, a moja mama podczas koszenia trawy siedzi na polu i czyta książki. Tu na wsi lepiej poznali się na mojej mamie, aniżeli w mieście. Tu wszyscy już wiedzą, że pani kupcowa jest osobą wykształconą. Wiedzą, że jej pierwszy mąż był starszym felczerem, a jeśli się miało męża starszego felczera to samemu też się zna na chorobach.

Toteż zaczynają przychodzić chłopki. Kogoś kłuje w boku, ktoś inny kaszle, następny ma żółtą cerę. Mama stawia bańki, każe przyłożyć do łyżeczki hiszpańską muchę, nacierać boki słoniną.

Chłopki całują „panią kupcową” w rękę. Jedne odchodzą, przychodzą następne. Autorytet mamy rośnie więc z każdym dniem i z każdą godziną. Odbija się to korzystnie na jej wyglądzie. Jest opalona na brąz. Jej podbródek jest już podwójnie pofałdowany. Chodzi po wsi wyprostowana, smukła, kształtna, z otwartą parasolką nad głową i białym żabocikiem pod szyją. Mnie również jest dobrze w Leniwie. Może nawet lepiej niż mamie. Skoro świt — słońce jeszcze śpi, a koguty zaczynają dopiero piać, zrywamy się ze snu. Ja i mój tato. Myjemy ręce, odmawiamy modlitwę Krias Szma i wyruszamy na łąki. Nisko nad polami unosi się biała para. Taka jak jesienią na szybach. Zielono-żółte zboże stoi z pochylonymi od ciężaru kłosami, jakby zmęczone, senne. Nad lasem wschodzi duże słońce. Wygląda jak złoty talerz. Otwierają się obory. Wypoczęte, leniwe krowy wyruszają na pastwiska.