— Alejchem szolem — odpowiedział przybysz. — Kto by się spodziewał, że mieszkają tu Żydzi?
— Skąd pan jest?
— Z Brzozowej.
— Gdzie leży ta Brzozowa?
— O wiorstę stąd.
— Czy pan czasem nie jest klezmerem?
— Uchowaj Bóg? Skąd ja do klezmerów?
Ojciec uśmiechnął się. Zawsze uważał klezmerów za durniów i fajtłapy.
— Proszę wejść. Proszę zdjąć kapotę. Jest pan przecież przemoknięty do suchej nitki.
— Kto by się spodziewał takiej ulewy. Kiedy wyszedłem rano, był upał.