— O co chodzi? — zapytała.
— Chciałem z panią o czymś porozmawiać.
— Ze mną? O czym na przykład?
— Chciałbym — zająknął się szewczyk — żeby pan Lejzor również posłuchał.
— W takim razie musi pan głośniej mówić.
— Jeśli o to chodzi, to bardzo proszę.
Ojciec przez druciane okulary zaglądał do modlitewnika. Szewczyk odkaszlał. Sucho i twardo.
— Czy pan czasem nie jest przeziębiony? — zapytała z troską mama.
— Broń Boże. Nic podobnego. Chciałbym tylko powiedzieć, że nie jestem taki biedny, na jakiego wyglądam. Mam jeszcze jedną kapotę, zupełnie nową. Dwie pary kamaszy, także nowe. Niedawno nabyłem nową pościel i trochę bielizny. Nie będę ukrywał, że mam też trochę grosza na książeczce w kasie oszczędnościowej. Rzemieślnik ze mnie nie najgorszy. Najlepszym dowodem są pantofelki Tojby.
— Prawda, niebrzydkie są te pantofelki — oświadczyła mama nachyliwszy twarz z takim wyrazem jakby była nie moją mamą, ale jakąś wielką panią, jedną z największych na świecie.