— No właśnie. Sama pani przyznaje, że są ładne. Ale jak już rozmawiamy, to chciałbym powiedzieć, że Tojba mi się podoba. Sądzę, że i ja się jej podobam. Słowem, gotów jestem poślubić ją i to bez żadnego posagu.
— No — wystękał tato, odwracając głowę od modlitewnika.
— Tak, bez posagu — powtórzył szewczyk. — Gotów jestem zrezygnować z jej wyprawy.
— Ile masz lat? — zapytał ojciec, przechodząc na „ty”.
To się stało tak nagle, że zacząłem nerwowo mrugać oczami. Mama zdaje się też.
— Co znaczy ile mam lat? Dla mężczyzny nie ma to znaczenia.
— A jak wygląda sprawa z parnose, z zarobkiem?
— A jak ma wyglądać? Przecież, dzięki Bogu, mam fach w rękach.
— Fach w rękach rzeczywiście masz, ale żona to, jakby nie przymierzając, koń. Trzeba go bez przerwy karmić. W przeciwnym razie padnie z nóg.
— Tojba, dzięki Bogu — odpowiedział szewczyk, uśmiechając się — nie jest koniem. A co się tyczy zarobku, to mąż będzie pracował i przy bożej pomocy zdoła wykarmić żonę.