— Dobrze — ciągnął dalej ojciec — ale powiedz mi, kim właściwie jesteś? Przecież zupełnie cię nie znam.
— Co znaczy, kim jestem? Pan, panie Lejzorze, powinien mnie trochę już znać. Temu, że jestem szewcem, winna jest moja macocha. Ojciec mój, przełożony jesziwy, chciał ze mnie zrobić rzeźnika rytualnego.
Ojciec przez cały czas patrzył mu prosto w chudą kościstą twarz. Potem skierował swoje półsenne oczy ku mamie.
— Co ty na to, Frumet?
— A bo ja wiem, trzeba przecież zapytać Tojby.
— Oczywiście, że trzeba jej zapytać.
Zsunął z czoła okulary i zapytał szewczyka:
— Proszę powiedz mi, czy ty czasem nie jesteś impetykiem łatwo wpadającym w gniew?
— Uchowaj Bóg.
— Będziesz ją dobrze traktował?