— Może Żyd być aptekarzem w Rosji?
— Konieczno85.
— Słyszeliście — dziwi się tato — u nas w Polsce rzecz nie do pomyślenia.
— Nawet w Warszawie nie ma Żyda aptekarza.
— Nieużeli? — odpowiada żołnierzyk podkręcając wąsy.
— Da, da — odpowiada mama już po rosyjsku, przy czym oświadcza, że sama miała związki z aptekarzami, bo jej pierwszy, zmarły mąż, był felczerem. Jej starszy syn też się uczy na felczera.
Tato patrzy w usta żołnierzyka pilnie i uważnie go słucha. Ten zaś opowiada dużo o swoim mieście rodzinnym i o ulicy tamtejszej, która nazywa się Kreszczatik. Mówi, że Żydom nie wolno mieszkać w Kijowie, że muszą dostać najpierw prawizitielstwa, a to kosztuje majątek. Tato nagle przerywa mu:
— A Katerinosław daleko od Kijowa?
— Daleko, oczywiście, że daleko.
— Ach tak, a ja myślałem, że niedaleko.