— Lejbke?

Mama widocznie też nie mogła uwierzyć, że to on. Nie ruszyła się z miejsca. Zdumionym i obcym zarazem wzrokiem patrzyła na przybysza. Usłyszawszy jednak dwukrotnie powtórzone przez ojca imię jego syna, jakby nieswoim głosem zawołała:

— Lejbke? A to ci gość!

Mimo woli i ja wykrzyknąłem:

— Lejbke!

Cały dom wypełnił się Lejbkiem. Duża broda ojca zaplątała się w wąsach Lejbke.

— Masz pojęcie — zawołał tato drżącym głosem — taka niespodzianka!

— Jak się masz? Pokaż no się, jak wyglądasz!

Mama stała z boku. Czekała, aż ojciec uwolni syna z objęć. Wtedy ona przywitała się z nim. Ja nie wiedziałem, jak się zachować. Czy mam podejść do niego, objąć i pocałować? Rozstrzygnął sprawę sam Lejbke.

— Ciociu, jak się ciocia ma?