— Dziękuję, a ty?

Pocałował mamę w rękę. Mnie objął, uścisnął i pocałował w usta. Poczułem zapach tytoniu.

— Mendel, aleś wyrósł. Cały z ciebie kawaler. Żebyś mi tylko zdrowy był.

Ciepło mi się zrobiło w ramionach Lejbke. Wyczułem w nim brata. Bliższego niż Jojne, który kiedyś przyjechał do nas w święto Pesach.

— Z pewnością jesteś głodny? — powiedziała mama. — Siadaj do stołu i zjedz coś. Przecież zaraz będzie Kol Nidrej87.

— Niech się ciocia nie trudzi. Już jadłem.

— Gdzie jadłeś? Przecież dopiero co przyszedłeś.

— Jestem już w mieście od dwóch godzin. Zajechałem przedtem do gospody. Umyłem się, zjadłem i wtedy dopiero udałem się do was.

— Do gospody? Dlaczego? Czy nie masz rodzinnego domu?

— Nie ma sprawy, ciociu. Tak jest lepiej.