— Zapewne chcesz się przebrać, więc pośpiesz się — powiedział ojciec — bo robi się późno.
— Nie, ojcze. Nie muszę się przebierać.
— W tym stroju pójdziesz na Kol Nidrej?
— Dlaczego nie? Czy to brzydki strój?
Ojciec nie był przyzwyczajony do takiego stroju. Kiedy Lejbke zmobilizowany został do wojska nosił jeszcze długą kapotę i żydowską czapeczkę. Teraz ubrany był jak prawdziwy Niemiec. Jak z takim pokazać się w bóżnicy. Mimo to szedł z synem po ulicy ramię w ramię. Ja trzymałem się blisko czarnych pół płaszcza Lejbke. Przecież przyjechał z samego Jekatierynosławia. Niech wszyscy widzą, jak mój brat wygląda.
Tato co chwila przystawał. To się witał z tym, to z tamtym znajomym Żydem. Składał życzenia zadowolenia z życia w przyszłym roku i przedstawiał Lejbke.
— To mój syn, Lejbke. Wrócił od „Foni”, czyli z wojska.
— Moje gratulacje. A co tam słychać? Co się tam porabia?
Serdecznie pozdrawiają Lejbke. Patrzą mu w twarz. Wszyscy oglądają się za nami.
Nawet w wypełnionej już po brzegi bóżnicy dostrzegają Lejbkego. Wśród tylu białych kitli i tałesów on jeden ma na głowie czarny, twardy kapelusz.