— Wcale nie jest taki dziki, tato. Ludzie tam są bogaci. Kupcy pierwoj gildii i kupcy wtoroj gildii90.

— A jak się tobie powodziło?

Charaszo91. Komandir połka92 nie oddałby mnie nawet za worek barszczu. Lowka, mówił do mnie, pobiegnij i przynieś mi butelkę spirytusu. Lubił zaglądać do kieliszka, ten mój komandir. Zaś starszy feldfebel, z nim byłem za pan brat. Za parę groszy można było się z nim dogadać.

— A z kotła jadłeś?

Kakoj tiebie kociał93? Z kotła jadł Iwan94. Ja jadłem na mieście.

— Zarobiłeś przynajmniej trochę pieniędzy u Iwana?

— Kto potrzebuje pieniędzy? Do czego mi były pieniądze potrzebne?

Lejbke jeszcze długo perorował. Mama już zdążyła przewrócić się w łóżku na drugi bok, a tato uporać się z chorą nogą, a Lejbke, leżąc ze mną w jednym łóżku, snuł dalej swoje opowieści. Z jego ciała bił zapach dziegciu. Ten sam zapach miał żołnierzyk, który gościł u nas drugiego dnia Rosz Haszana. Spałem ciężkim snem. Dziegieć osiadł mi na podniebieniu. W mojej wyobraźni poplątali się dowódca kompani Lejbke, „baryniowie” i „barynie” razem z ojcem i matką. Nazajutrz chodziłem z ciężką głową. Wydawało mi się, że jest ze szkła. W bóżnicy unosił się gorący zapach wosku z dopalających się świec. Garbaty goj krążył wśród pulpitów i zbierał wosk, który kapał ze świec. Ustawiał równo pochylone świece. Na skargi, prośby i westchnienia modlących się Żydów był głuchy. Fiszel, syn rzeźnika, który przerabiał już Gemarę i Toseftę95, pomagał kantorowi przy modlitwie szacharit96. Śpiewał ładniej niż Mendel, syn cioci Noemi. Jakoś cieplej i pobożniej. Mnie jednak tegoroczne modlitwy nie chwyciły za serce. Kantor Moszke rąbał słowa hebrajskie jak goj. Ciągnęło mnie do synagogi. Chciałem posłuchać starego litwackiego kantora, a przede wszystkim chciałem być razem z Lejbke, gdyż on właśnie dzisiaj poszedł do wielkiej synagogi. Wpadłem do niej podczas wyjmowania rozdziałów do czytania Pięcioksięgu. Lejbkego nie zauważyłem. Na dworze siedzieli spoceni Żydzi w białych kitlach i wzdychali. Młodzi natomiast jedli, mimo obowiązującego postu, bułki z miodem. Lejbkego nigdzie nie było.

Ojciec zapytał mnie, czy widziałem tam Lejbkego.

— Jasne — powiedziałem. — Dlaczego miałbym go nie widzieć?