Serce jednak bolało mnie, że musiałem w Jom Kipur oszukać ojca. Podczas odmawiania ostatniej świątecznej modlitwy Neila97 byłem znowu w synagodze. Lejbkego jednak ciągle tam nie było. Żal mi było, że nie ma go teraz, ponieważ Neile odprawiał rabin Aron. Bez chórzystów i bez śpiewów. Odmawiał ją na głos. Ale co to było za odmawianie! Lwy i jelenie oraz flety, skrzypce i bębny wyrzeźbione na wschodniej ścianie synagogi zeszły z niej i modliły się razem z wszystkimi Żydami. Lejbke nie twierdziłby już, że tam w Jekatierynosławiu, w tamtej synagodze, w której trzeba mieć starszego feldfebla, jest ładniej.

Ale spróbuj go znaleźć. Zobaczyłem go dopiero wieczorem po święcie, w domu. Kto wie, czy on modlił się i czy pościł?

Posiłek zaczął od śliwek. A kto po poście zaczyna jedzenie od śliwek? I po kolacji znów sięgnął po śliwki. Martwiło mnie, że się tak zajada śliwkami. Dlaczego? Kiedy przyszli goście, też nie przestawał ich żuć. Przyszła nasza siostra Bejla ze swoim wysokim mężem Wolfem, bałaguła Jarme ze swoją ciężarną żoną. Lejbke rozcałował się ze swoim szwagrem. Objął i uścisnął siostrę, która pogłaskała go po ramionach tak, jak się głaszcze zwierzę. Lejbke nie omieszkał przy tym wziąć ze stołu śliwki.

Nasz szwagier i bałaguła Jarme rozsiedli się, szeroko rozstawiając nogi. Gapili się i pilnie przysłuchiwali opowiadaniom Lejbkego, który opowiadał o jekatierynosławskich cudach i o swoich tam sukcesach. Co chwila przerywali mu pytaniem, czy dorobił się u „Foni” pieniędzy.

Lejbke jednak nie miał czasu na to, żeby im odpowiedzieć, albo też wolał zachować tajemnicę. Co tam będzie gadał na taki temat z prostakami, kiedy do mieszkania nagle wszedł starszy strażnik z żoną Rosjanką. Goje, widać, zapomnieli o tym, że się z mamą pogniewali. Zjawili się nieproszeni, uśmiechnięci i lekko zażenowani.

Zdrastie98 — powiedzieli, przystając niepewnie na progu. Mama ucieszyła się nimi bardziej niż własnymi gośćmi. Bardziej nawet niż Lejbkem. Przywitała ich serdecznie. Z tą serdecznością, z jaką wita się kumów. Z większym od nich zażenowaniem zaczęła trochę nieskładnie mówić, adresując słowa ni to do siebie, ni to do nikogo:

— A to ci niespodzianka. Zupełnie tego nie oczekiwałam. Tacy mili goście.

Niczewo99 — łaskawie oświadczył starszy strażnik i usiadł na krześle, także szeroko rozstawiając nogi.

Żydowscy goście zamilkli. Lejbke poczuł, że ma teraz przed sobą swoich ludzi. W jednej chwili zapomniał o własnej siostrze, ojcu i mamie. Zaczął opowiadać swoje historyjki po rosyjsku. Mówił już nie do nas, ale do strażnika i jego pięknej żony. Znowu opowiedział o swoim dowódcy kompanii. Jak ten nazywał go Lowka i jakim wspaniałym był człowiekiem. Po prostu brylant. Strażnik przypomniał sobie wtedy swego dowódcę kompanii i dowódcę plutonu. Wspominał generała, którego żona uciekła z kochankiem.

Potem Rosjanka zapytała Lejbke, czy czasem nie był w jej miasteczku nad Donem.