— Nie, mamo. Dlaczego miałabym mieć jakieś zmartwienie?

— Nie wiem. Jesteś przecież sama w tej Warszawie.

Mama skrzywiła się. Chyba chciała, żeby Cypa źle wyglądała. Twarz Cypy jaśniała jednak mlekiem i krwią. Jakby leżała na niej jasna rosa. Wdzięku nadawały jej powabne dołeczki, które stwarzały wrażenie, że Cypa zawsze jest uśmiechnięta.

Tojba miała małe ząbki, białe, czysto wymyte, jak u ojca. Zęby Cypy były duże i szerokie. Gdyby nie te zęby, mężczyźni uganialiby się za nią. Chociaż i tak oglądano się za nią. Figurę miała kształtną. Wysoka, szczupła w pasie, z kołyszącymi się na długich nogach biodrami, przyciągała do siebie wszystkich mężczyzn. Zarówno starych, jak i młodych. Urodę Cypy uzupełniały piękne, gęste włosy koloru kasztanów, dopiero co wyłuskanych z pękniętych skorup. Nic więc dziwnego, że Lejbke nie odrywał od niej wzroku. Jego czarne małe oczka nie przestawały się uśmiechać z zadowolenia.

Przez wzgląd na Cypę Lejbke wyciągnął i odnowił swoje lakierowane buty z płaskimi noskami. Czarny kapelusz zsunął na bok. Rano mył się pachnącym mydłem i oblewał wodą kolońską, której zapach łaskotał mnie w nosie. Zaczesał się z przedziałkiem na środku głowy i co chwila strzepywał piórka z nowego garnituru.

Z Cypą rozmawiał po rosyjsku. Ona też znała ten język. Inaczej przecież nie byłaby sprzedawczynią damskiej garderoby w największym sklepie Warszawy. Cypa powiedziała, że w tym sklepie przez cały dzień mówi się po rosyjsku albo po polsku. Czasami zachodzi też potrzeba porozmawiania po francusku. Kto mówi tam po francusku, tego Cypa nie powiedziała. Prawdopodobnie także ona, Cypa. Do tego sklepu przychodzą na zakupy tylko żony generałów, hrabiów, tancerki z Teatru Wielkiego.

Cypa opowiada, że generał-gubernator Warszawy ma kochankę, która jest najpiękniejszą kobietą w całej Polsce. Ona, Cypa, zna ją tak dobrze, jak na przykład mamę. Może nawet lepiej. Na wszystkie opery i inne przedstawienia chodzi za darmo. Już nawet jest zmęczona od tego ciągłego chodzenia do teatru. Co do pracy, musi wstawać wcześnie, dopilnować, żeby w sklepie wszystko było w porządku, albowiem, jakby nie było, jest przecież starszą sprzedawczynią.

Dlatego też u nas Cypa śpi długo. Wstaje, kiedy dzień jest już w pełni. Drzwi do pokoju, w którym śpi, są zamknięte. Wszyscy chodzimy na paluszkach. Tato zmuszony jest modlić się w kuchni. Lejbke kręci się ubrany w czarny garnitur, niczym przypadkowy gość. Mama gotuje dla Cypy kakao z mlekiem. Podaje jej do łóżka ciastko. Cypa nie myje się, tak jak my, w kuchni. Ona myje się u siebie w pokoju, w misce, którą mama wypożyczyła od żony starszego strażnika. Zanim wstanie, mija dużo czasu. Jeszcze dłużej się ubiera. Ma dużo lusterek i ogromną ilość grzebyków. Na stole i na parapecie leżą rozrzucone szpilki do włosów, broszki, flaszeczki. Bije od nich słodkawy zapach, który czuć nawet w potrawach.

Przez cały ranek Cypa śpiewa piosenki polskie i rosyjskie. Nie tak jak Ita, która śpiewa o chłopcu, który pojechał do Wiednia, ale o jakiejś niewieście, która zwała się Piękna Helena oraz o takiej, o której sądzono, że jest córką popa, ale okazało się, że jest dzieckiem żydowskim. Cypa powiada, że jest taka opera pod tytułem Żydówka. Grają ją w Teatrze Wielkim w Warszawie. Cypa opowiada też, że zna śpiewaka Batistiniego. Ten, powiada Cypa, śpiewa najpiękniej ze wszystkich śpiewaków na świecie. Nawet aniołowie nie śpiewają tak pięknie jak on.

Da, da100 — kiwa głową Lejbke. — W Moskwie tenże Batistini też występował.