— Lepiej, żeby Lejbke przestał...
Zawsze tak postępuje, gdy Lejbke zaczyna opowiadać o swoim Jekatierinosławiu, o swoim pułku i dowódcy kompanii. Marszczy wtedy nos i mimochodem, jakby z boku powiada:
— Już to słyszeliśmy.
Lejbke milknie. Twardy kapelusz zsuwa mu się na czoło. Opadają mu długie ręce. Widać wtedy, że są owłosione. Cype powiada, że mężczyźni o dużych rękach nie przypadają jej do gustu. Jest to zrozumiałe. Ona sama jest delikatna. Potrafi tak ścisnąć wargi, że jej usta stają się delikatne i małe jak groszek. Nie tylko ona jest delikatna i szlachetna. Delikatny jest również jej kapelusz, który przypomina grzyb. Delikatne są jej pofałdowane sukienki, które szeleszczą jedwabiem. Delikatne są jej lakierowane pantofle na wysokich obcasach. Wszystko czyni ją delikatną i wdzięczną. A kiedy Cypa wkłada krótki żakiecik ze stojącym kołnierzykiem, który nazywa „Maria Stuart”, Lejbke podkręca wąsy, wystawia nogę i zapytuje w swoim jekatierinosławskim rosyjskim języku:
— Możet pogulit pojdiom104?
— Spasibo105 — odpowiada Cypa, ścisnąwszy wargi i wychodzi sama na ulicę.
Mama wychodzi na próg, żeby popatrzeć na nią. Żona bałaguły Jarme obserwuje ją z podwórka, założywszy ręce na ciężarnym brzuchu.
Żona starszego strażnika patrzy przez okna, zaś nowa sąsiadka, która mieszka nad nami, kiwa głową z góry i powiada:
— Królewska postać, bez uroku.
Z boku nadchodzi Jarme, powolnym krokiem wypoczętego człowieka.