Gospodin uczitiel117, oni obrzucali mnie wczoraj kamieniami.

— Kto rzucał kamieniem?

— Icyk rzucił, Mendel rzucił. Wszyscy rzucili.

Nauczyciel Matias wymierzał każdemu z nas cios w gębę, ciągnął za uszy i pijackim głosem warczał:

Swołocz parsziwaja! Ja tebie pokażu118!

Gorzkie było życie. Wszyscy modliliśmy się o to, żeby szlag trafił nauczyciela, Mojszele i czarną doskę. Ale jak mogły nasze modlitwy pomóc, skoro Matias nadal pił w szynku ojca Mojszele, czarna doska nadal stała na swoich rozstawionych pijackich nogach, a Mojszele składał jeszcze więcej niż przedtem donosów.

Rozdział XXIX

Matiasowi nasze przekleństwa nie zaszkodziły. Stał się jeszcze zdrowszy niż był. Ale rebego Jankele, mimo naszych najlepszych życzeń, śmierć zabrała. Tego dnia padał deszcz ze śniegiem. Okiennica w naszym domu wyrwała się z łańcucha i stękała niczym chory człowiek. Ojciec nigdzie nie wyjechał. Mnie mama nie puściła do szkoły.

— Jeszcze mi się, broń Boże, przeziębisz — powiedziała. — Zostań w domu.

Mnie jednak tego dnia ciągnęło do szkoły. W nocy zbudził mnie ucisk w sercu. Wydawało mi się, że mój zmarły brat, Mojsze, kręci się w kuchni i szuka czegoś w garnkach. Słyszałem, jak myszy harcują i w żaden sposób nie mogłem stwierdzić, czy zegar stoi, czy też chodzi.