Nikomu w domu nie opowiedziałem o swoich majakach, ale kiedy mama nie pozwoliła mi iść do szkoły, ogarnął mnie strach. Powiedziałem, że muszę iść. Dzisiaj rebe Dawid wywoła mnie z ławki i rozkaże przeczytać i skomentować przypadający na ten tydzień rozdział Biblii. Deszcz zmieszany ze śniegiem smagał mnie po twarzy. Wiatr ciągnął mnie w tył, jakby również nie chciał, abym poszedł do szkoły. Ja jednak się uparłem. Odczuwałem jeszcze ucisk pod sercem. Spieszyłem się, a mimo to się spóźniłem. W szkole jednak nikt mi nic nie powiedział. Nikt nawet mego przyjścia nie zauważył. Szkoła wyglądała teraz jakoś dziwnie. Żaden chłopiec nie siedział na swoim miejscu. Nie było nauki. Wszyscy gdzieś popędzili. Wszystkie drzwi były otwarte. Rebe Dawid szybciej niż zwykle kulał na krótszej nodze i coś tam rękami wymachiwał. Nauczyciel Matias też już był. Sczerniały jakiś i bardziej pochylony. Palił papierosa za papierosem. Żadnego nie dopalał do końca. Co chwila przybiegał do rebego Dawida coraz to inny chłopak i coś mu tam mówił, po czym w napięciu czekał na odpowiedź. Chudy, zielony na twarzy Jukele cicho płakał. Czy Mojsze, syn szynkarza, za mocno go dzisiaj uszczypnął?
Ale oto nadchodzi sam Mojszele. Wygląda na to, że idzie ku mnie. Dlaczego, przecież jestem z nim skłócony? Mojszele przepycha się swoim rozdmuchanym brzuchem. Jego pulchna, dziewczęca twarz jest biała jak ciasto.
— Wiesz co — powiada do mnie ściśniętym głosem — rebe Jankele umarł.
— Oj, biada mi!
Nie wiem, czy ja to wykrzyknąłem, czy Mojszele, ale ucisk pod sercem przesunął się do gardła. Zacząłem się dusić. Nie zauważyłem, kiedy Jukele podszedł do nas. Poczułem tylko jego małą rękę na ramieniu.
— Rebe Jankele, rebe Jankele — zaszlochał Jukele. — Umarł rebe Jankele o północy. Właśnie wskutek ucisku serca. To, co uciskało jego serce, nagle przesunęło się do gardła i udusiło go.
— Czy wszyscy już tu są? — rozległ się złamany głos rebego Dawida.
— Wszyscy!
— Ustawcie się! Ma być cicho!
Nauczyciel Matias stał z pochyloną głową, patrząc na nasze nogi.