I oto dziadek mój od chwili, kiedym zszedł z wysokiego ciepłego łóżka, a doktor Pomper przestał opukiwać moje plecy, stał się zupełnie nowym człowiekiem.
Babcia szyła muślinowe czepki. Od czasu do czasu przerywała pracę i pochylała się nad kuchnią, zaglądając do małych garnków na fajerkach. Dziadek zaś za każdym wbijaniem igły w materiał rozkołysywał się i nucił swoim cienkim głosem:
A kiedy Bóg mnie uraduje
To i tyłkiem se pokręcę.
Wtedy babcia zdjęła druciane okulary z wpatrzonych w czepek oczu i z pogardą kiwając głową oświadczyła:
— Stary Żydzie, jak tobie nie wstyd!
Dziadek jednak nie przejął się babciną pogardą. Wyśpiewał piosenkę do końca i zaraz rozpoczął nową z ciepłym, płaczliwym westchnieniem.
Kocham cię, możesz mi wierzyć.
Jak życie jesteś mi droga.
Ale ożenić się z tobą nie mogę.