— Przekonałeś się, że nic nie rozumiesz.

Rzeczywiście nic nie rozumiem, ale nie chcę się tak łatwo poddać.

— A nasz nauczyciel, Mojżesz? A tablice z przykazaniami?

— Nie wiadomo, czy w ogóle istniał Mojżesz.

W tej samej chwili złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Z jego ust buchnął gorący oddech. W oczach miał coś takiego, czego nie mogłem określić. Tak chyba musi wyglądać człowiek odchodzący od zmysłów. Przypomniałem sobie, jak rebe Jankele, oby spoczywał w pokoju, uczył nas Tanachu. Jego prorocy Izajasz i Ezechiel z całą pewnością istnieli. A Mojżesza, rebego Dawida, wszyscyśmy widzieli. A w ogóle, jak taki Ozer może powiedzieć, że Mojżesza wcale nie było, skoro w naszym domu i w innych domach wiszą jego portrety. A przy tym, kto chodził do faraona? Kto wyprowadził Żydów z Egiptu? Kto potłukł na kawałki złotego cielca? Czyżby wszyscy Żydzi byli szaleni i tylko ojciec Ozera był przy zdrowych zmysłach? Bałem się ojca Ozera. Zdawało mi się, że jego garb to jakaś żywa istota. Że patrzy na mnie oczami i śmieje mi się w twarz.

— Jasne, że wszyscy Żydzi powariowali. A co, nieprawda?

Ozer w moich oczach stał się jak złośliwy garb. Jego słowa raziły mnie. Odbierały mi ojca i matkę, świat doczesny i pozagrobowy. Zdawało mi się, że szabas nie jest szabasem i święto nie jest świętem.

A mimo to nie potrafiłem się od niego oderwać. Przerażał mnie i zarazem pociągał. Poza tym Ozer często zapominał nauk ojca i stawał się normalnym kolegą. Takim jak wszyscy chłopcy. Przecież uczęszczał już do gimnazjum. Traktowano go jak studenta, a on mimo to zaglądał do nas w sobotę wieczorem, żeby zabawić się w chowanego, a kiedy mamy nie było, w przebierańców. Była to jedna z najlepszych i najpiękniejszych zabaw, i Ozer przynosił ze sklepu matki kolorowe kartki papieru. Moczyliśmy śliną papierki i wydobytą z nich farbą malowaliśmy twarz i nos. Wywracaliśmy ubrania na lewą stronę i wziąwszy do ręki miotły paradowaliśmy po naszym dużym pokoju. Ozer był Mojżeszem, a ja ludem Izraela. On wyprowadzał mnie z Egiptu.

— Chodź — powiadał — zostaw Pitom i Ramses122. Pójdziemy do kraju mlekiem i miodem płynącego. Dosyć harowania na rzecz faraona. Za długo byliśmy niewolnikami.

Brał mnie za rękę i dodawał: