— Frumet, córki Dawida Frojki.

— Mieszkacie na tym podwórzu?

— Tak.

— A ten z czuprynką, to twój kolega?

— Tak, mój kolega Ozer.

— Dlaczego dzisiaj nie przyszedł?

— Chodzi do gimnazjum, nie ma czasu. Uczy się.

— Czego się uczy?

— Wierszy, stichow.

— Czego? — od śmiechu cała twarz Ruchci pokryła się zmarszczkami. Nie mogłem pojąć, z czego tu można było się śmiać. Nie rozumiałem też, dlaczego w chwilę potem powiedziała: