— Powiedz temu swojemu koledze, że mi się podoba.
Nie wiem, co się wtedy ze mną stało. Czy to czajnik nagle stał się zbyt ciężki, czy ja sam stałem się zbyt ociężały. Po prostu nie byłem w stanie się ruszyć.
— Czy chciałeś jeszcze czegoś?
Czułem, że za chwilę stanie się coś niedobrego. Albo upadnę i zacznę płakać, albo rozwalę komuś łeb czajnikiem. Z dużych oczu Ruchci biło jakieś ciepło. Również spod jej białej bluzki parowało ciepłem. Pochyliła się nade mną i jeszcze raz tajemniczym głosem zapytała:
— Czy chciałeś jeszcze czegoś?
— Ozer — zacząłem bąkać — chce powiedzieć... — Nie mogłem dokończyć zdania. Po chwili przemogłem się jednak: — On powiedział, że dzisiaj wieczorem będzie czekał przed więzieniem.
Siedząca przy stole dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Za kwiecistą kotarą alkowy panowała cisza. Ruchci już wcale nie dostrzegałem. Poczułem tylko jej ciepło, aksamitną dłoń na twarzy.
— Przyjdę. Powiedz Ozerowi, że przyjdę.
Jak wydostałem się z herbaciarni, nie wiem. Chyba ktoś podrzucił mi czajnik. Na naszych schodach spotkałem Ozera.
— Powiedziałeś jej? — napadł na mnie z impetem.