— Kładzie już tefilin.

— A ty?

— Ja wkrótce też.

Zza parkanu więzienia wyłonił się księżyc. Ulica Spacerowa przybrała niebieski kolor.

— Usiądźmy na chwilę — oświadczyła Ruchcia i doprowadziła mnie do niemieckiego zboru.

Dookoła leżał niebieski śnieg. Usiedliśmy na szerokich schodach wiodących do wnętrza zboru. Nagle Ruchcia objęła mnie ramieniem i przyłożyła twarz do mojego policzka.

Opanował mnie strach. Nie wiedziałem, co robić. Mimo to chciałem, żeby Ozer to zobaczył.

— Całowałeś już kiedyś dziewczynę?

— Nie.

— A mnie chciałbyś pocałować?