Nie wiem, czy jej odpowiedziałem. Zresztą nie miałem czasu na to, bo Ruchcia w mig przytuliła swoje ciepłe usta do moich warg. A może było właśnie odwrotnie.

Nie wiem też, czy w owej chwili w ogóle o czymś myślałem. Zakręciło mi się w głowie. Słyszałem tylko cichy, gorący głos:

— Ostrożnie, nie gryź. Ty bękarcie, kto cię nauczył tak całować?

Nikt oczywiście mnie nie nauczył. Po raz pierwszy w życiu całowałem dziewczynę.

— Kochasz mnie? — zapytała Ruchcia, oplatając moją szyję rękami.

W tej chwili miała nie dwie ręce, a sto rąk. Były wszędzie.

— Tak, kocham cię.

— Ożenisz się ze mną?

— Ożenię się.

— Co będziemy robili po ślubie?