— Hm, hm... — mruknął przez usta pełne jeszcze jadła.
Babcia podała mu herbatę w ciemnym garnku. Trzymał garnek mocno w rękach i głośno siorbał. Na wąsach osiadły mu krople herbaty. Władek zlizywał je językiem, a resztki jadła rozmazywał na brodzie.
— A jednak co tam słychać w świecie, Władku? Dużo wody wyżłopali ci przeklęci bogacze? — zapytał jeszcze raz dziadek.
— Oho, oho — odezwał się Władek — Pan krawiec stroi sobie żarty. Pan krawiec skory do śmiechu...
— Wcale się nie śmieję, uchowaj Bóg. Jestem tylko ciekaw, ile wody wlałeś dzisiaj do beczek bogaczy.
— Oho, dużo, panie krawiec. Bardzo dużo.
— Powinieneś więc mieć trzos pełen forsy.
— Skąd bym miał mieć dużo forsy, kiedy za całą beczkę dają dwójaka.
— Nie więcej?
— Oczywiście, że nie. A u pani Dancygerowej beczka jest duża. Taka duża!