Władek wciąż jeszcze przeżuwał jadło. Patrzył wprost na babci usta i potakiwał głową.

— Tak, tak. U Dancygerowej duża beczka.

— Zostaw już tę swoją Dancygerową — powiedziała babcia, zdejmując okulary. — Idź, połóż się, głupi chłopie.

— Nie pędź go. Co ci szkodzi, że sobie trochę pogadamy.

— Popatrz no, z kim to zaczął gadać!

— Jak się ma głupią żonę, to trzeba rozmawiać z Władkiem.

Babcia machnęła ręką. Jakby chciała powiedzieć: „Stracony człowiek”. I dziadek zamilkł.

W pokoju zalegała cisza. Babcia zdjęła z łóżka poduszki i położyła je na ławkach. Zza pieca odezwało się cykanie świerszcza.

— Powiedz mi tylko, Władku — dziadek długo milczeć nie potrafił — co ty wyprawiasz? Czego chcesz od dziewek? Powiedz!

Władek, który przed chwilą potężnie ziewnął, mrugnął oczami, po czym wbił cielęcy wzrok w dziadka.