Z płaszcza mamy bije zapach mrozu.

— Mendełe? — Zimna ręka głaszcze moją twarz. — Pokaż no się.

Przysuwam do niej twarz jeszcze bliżej. Ona pochyla swoją głowę ku mojej. Między nami stoi ciemność. Babcia krząta się przy lampie, która nie chce się zapalić. Mimo ciemności mama widzi moją twarz.

— Biedne moje dziecko! Zmizerniałeś i wychudłeś! Biada mi!

— Dziękuj Bogu i za to! — odzywa się babcia.

— Dlaczego nie napisałaś mi, że biedaczysko jest tak chory.

— Po pierwsze właśnie, że napisałam — powiada babcia z wyrzutem.

— Napisałaś, że lekko niedomaga.

— A co chciałaś, żebym napisała?

— Przyjechałabym natychmiast.